<--KOMENTARZ DO SZ.P. CENZORÓW-->
<--Proszę nic nie wycinać, nie zmieniać, nie wyrywać z kontekstu itp. itd. Jednym słowem: WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!!!. Skoro zleca się mnie coś do napisania, powinno się wiedzieć (i zapewne SIĘ WIE) w co się pakuje :P -->
Według NIEKTÓRYCH tekst ten jest po prostu nudny, a komentarze autora zwyczajnie bezsensowne i suche. Dlatego też radziłbym go nie w ogóle nie czytać…
Z kronikarskiego obowiązku (który spadł na mnie tym bardziej niespodziewanie, że zajęciem tym nie parałem się już od blisko dwóch lat) poinformować muszę o ważnej uroczystości, która miała miejsce 20 czerwca bieżącego roku.
Jako, że za dwa dni kończymy tę szkołę (już widzę oczyma wyobraźni ulgę i radość malującą się na twarzach niektórych osób), wypadało pożegnać się z wychowawcą i ze sobą nawzajem bardziej „oficjalnie”. Specjalnie na naszą „ostatnią wieczerzę” (chociaż słowo „wieczerza” jest tu dość mocno przesadzone, bo rzecz działa się przed południem) ktoś pofatygował się i upiekł, nadzwyczaj udany zresztą, tort przyozdobiony ananasami i innymi różnościami. Całość sprawiała tak dobre wrażenie, że aż żal było jeść to swoiste arcydzieło. Jednak ciasto smakowało tak samo dobrze jak wyglądało*, więc później już nikt nie żałował i cały tort zniknął w ekspresowym tempie.
Wcześniej jednak, przed konsumpcją (która niezaprzeczalnie stanowiła największą atrakcję imprezy), cała klasa została uwieczniona na pamiątkowym filmie. Nie obyło się przy tym bez marudzenia i zrzędliwości kamerzysty (jednak to przywilej ludzi starszych**, że mogą narzekać do woli).
Żadna uroczystość pożegnalna nie miałaby prawa nazywać się takową bez odpowiedniej dawki całusów, uścisków, podziękowań, przeprosin, życzeń i łez. Nasza „wieczerza” spełniała oczywiście te wymogi (chociaż co do ostatniego warunku autor nie jest do końca pewien… Może zostały otarte ukradkiem?).
Jedną z ciekawszych atrakcji przedpołudnia, były archiwalne zdjęcia naszej klasy oglądane na (względnie) ogromnym ekranie z ymm… dość oryginalnym*** (?) podkładem muzycznym :P Miło było sobie przypomnieć jak beztrosko mijało życie jeszcze niespełna trzy lata temu (co dla ludzi w moim wieku jest okresem nadzwyczaj długim). Najzabawniejsze jednak było porównywanie ówczesnych pierwszoklasistów z dzisiejszymi (prawie) absolwentami gimnazjum, które niejednokrotnie wypadało na korzyść przeszłości :P
Ogólnie uroczystość była ciekawym urozmaiceniem monotonnego dnia, który bez niej zostałby zapewne spędzony na oglądaniu po raz 654 (słownie: sześćset pięćdziesiąty czwarty) Epoki Lodowcowej, Shreka, czy (jak podpowiada ktoś**** z boku) – Piratów z Karaibów.
* Autor tekstu jest osobnikiem płci brzydkiej (brzydszej?), więc jego estetyka jest mocno spaczona, a wiedza kulinarna bardzo uboga, więc proszę się nie sugerować jego zdaniem na temat smaku i wyglądu ww. tortu :P
** Chociaż niektórzy zaczynają zadziwiająco wcześnie (np. autor powyższego tekstu) :P
*** Autor tekstu jest „normalny inaczej” i osobiście preferuje inny rodzaj muzyki…
**** Nie obraź się Ktosiu :-X